Jakub Bierzyński: Autorytaryzm rodzi się chwilę, ale gnije latami.

Polityka nie daje nam w wakacje odpocząć. I jeśli nas nie interesuje zabawa kolegów z Wiejskiej, Nowogrodzkiej czy Alei Ujazdowskich to pamiętajmy, że w ich grze to my jesteśmy pionkami. Teraz na celowniku jest Sąd Najwyższy. Co dalej? Jutro będą politycy opozycji, potem media – mówi socjolog i publicysta Jakub Bierzyński.

Opozycja krzyczy o zamachu na Konstytucję, a w społeczeństwie jest marazm. Dlaczego?

Jakub Bierzyński: To jest chaos, dezorganizacja. Ludzie nie wiedzą w co wierzyć, co mówić, co jest prawdą, a co nie. Pamiętajmy, że od dwóch lat działa bardzo agresywna publiczna propaganda, która dezinformuje społeczeństwo w gigantycznym wymiarze. Kłamstwa są powtarzane codziennie. Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby Premier skłamał. Jeśli się kogoś złapało na kłamstwie, to groziła mu dymisja. Teraz Beata Szydło kłamie co tydzień. Nie wstydzi się tego. Ostatnie kłamstwo chociażby, że UNESCO nie zaapelowało do Polski o zaprzestanie wycinki w Puszy Białowieskiej. Przecież to było najzwyczajniej w świecie oczywiste kłamstwo. I co? I nic.

Gubimy się w natłoku informacji, których nie rozumiemy? A może zwyczajnie nie czujemy, że coś złego się dzieje. Bo skoro wstajemy codziennie rano, idziemy do pracy, spotykamy się ze znajomymi, życie toczy się swoim rytmem, to dlaczego mamy sądzić, że ktoś nam zabiera demokrację?

Jakub Bierzyński: Bo jeszcze zwykłego człowieka to nie dotyczy. Tak będzie do czasu, aż przegra z sąsiadem w sądzie sprawę o miedzę, bo ten sąsiad miał lepsze znajomości w rządzącej partii. Gdy przegra ze skarbówką w jawnie niesprawiedliwej sprawie. Ale to upłynie jeszcze dużo czasu. Systemy autokratyczne gniją latami. To jest kwestia wielu, wielu lat zanim to dotknie zwykłego człowieka. Dziesięciu, piętnastu…wtedy dopiero ludzie się obudzą. Nie liczyłbym na cud.

Teraz nie ma żadnej możliwości żeby obudzić społeczeństwo? Nawet w ten sposób tłumacząc zagrożenia?

Jakub Bierzyński: Chyba nie…proszę spojrzeć – wczoraj została zniszczona demokracja w Polsce. Jarosław Kaczyński w sposób zupełnie otwarty na konferencji prasowej powiedział całemu światu po co niszczy niezależność sądów. Otóż po to, żeby móc zamknąć opozycję do więzienia. Powiedział to zupełnie otwarcie, że wzywanie do demonstracji już nie jest obywatelskim prawem do wyrażania swoich poglądów, tylko wzywaniem do puczu na ulicy. Że wołanie o pomoc UE w procedurze kontroli praworządności w Polsce jest „ingerencją zagranicy”. Te dwie rzeczy określił jako zamach stanu i zagroził opozycji wsadzaniem do więzienia pod zarzutami karnymi. Co powoduje też konsekwencje w postaci wykluczenia ich z życia publicznego.

To dlaczego nie reagujemy? Przecież opozycja krzyczy od samego początku, że PiS łamie Konstytucje. Krzyczeli gdy Prezydent Andrzej Duda odmówił zaprzysiężenia trzech sędziów. Krzyczeli po nieopublikowaniu wyroku TK. Krzyczeli przy procedowaniu wszystkich ustaw zmieniających sądownictwo. Za dużo dla ludzi było tego krzyku?

Jakub Bierzyński: To się w psychologii nazywa habituacja na bodziec. Przyzwyczajamy się do rzeczy, które jeszcze parę lat temu wydawałyby się absolutnie nie do pomyślenia. Myślelibyśmy, że to niemożliwe żeby coś takiego się stało. Jak widać jest możliwe. I Jarosław Kaczyński nas do tego przyzwyczaja. Powiem Pani co będzie dalej. Liderzy opozycji znajdą się w więzieniu, a media prywatne zostaną rozparcelowane. Wymówek jest bardzo dużo, począwszy od „repolonizacji” mediów. Takie piękne hasło…albo przywrócenie mediów Polakom. Albo demonopolizacji, bo przecież media mają za dużo władzy. Można to ubrać w piękne słowa. Kaczyński posługuje się orwellowskim językiem. Kiedy on mówi o demokracji, to znaczy, że właśnie ją morduje. Kiedy mówi o wolności mediów, to zaraz je zniewoli. To na pewno nastąpi, to jest tylko kwestia czasu. Spodziewam się, że to będzie ofensywa jesienna. W kolejnym kroku nastąpi oligarchizacja kraju. Czyli uwłaszczenie się partii rządzącej na majątku narodowym. Tak jak jest w Rosji czy na Węgrzech, to dokładnie ten sam model. Garstka oligarchów, zblatowana z obozem rządzącym, kontroluje gospodarczo cały kraj i doi z tego gigantyczne profity. Kaczyński wie co zaplecze finansowe znaczy dla partii. Dzięki temu przeżył osiem lat kolejnych niepowodzeń. Wie także, że chcąc utrzymać lojalność własnego aparatu, musi im rzucać kolejne kości. Tą kolejną kością nie będzie władza, bo to już im dał, tylko majątki i pieniądze. Czyli Polska.

Skoro krzyczenie o zamachu na Konstytucje nie pomaga, to opozycja musi zmienić argumenty. Tylko na jakie? Rozmawiając z ludźmi często się słyszy, że dla nich jest to mowa-trawa. Zwracają za to uwagę na inną kwestię, że PiS obiecało ich, obywateli, słuchać. I pytają: to dlaczego nie pozwalają nam wybierać sędziów? Dlaczego nie robią referendum? Dlaczego decydują sami o wszystkim od sądów po edukację?

Jakub Bierzyński: Do tej pory było tak, że niezależnie jakie szaleństwa popełniały kolejne rządy, tym co ich gubiło był styl sprawowania władzy. Afera taśmowa jest najlepszym dowodem na to, że w pewnym momencie ludzie mówią „nie”. Chociaż tak naprawdę, oprócz ośmiorniczek i wulgaryzmów, tam nie było żadnych konkretów. Tam nikogo nie złapano na kłamstwie czy przestępstwie. Natomiast ta ekipa jest kompletnie zaimpregnowana. Stawiam taką tezę, że ten sok z Gumijagód, który czyni ich nieśmiertelnymi, to jest kwestia antyuchodźcza. Udało się zastraszyć Polaków. Sterroryzować propagandą napływu islamistów. Obcych. Gwałcących kobiety, porywających dzieci, podkładających bomby. W Polsce nie wybuchła ani jedna bomba. Jedyna osoba podejrzana o związki z terroryzmem to był rdzenny Polak, a nie imigrant i muzułmanin. Ale Polacy i tak są przerażeni. Jesteśmy narodem sterroryzowanym przez własny rząd. Ludzie się zwyczajnie boją. I ten lęk buduje autorytaryzm. Ale to nie jest nic nowego. Kaczyński nic nowego nie wymyślił. W latach 30. w Niemczech proces powstawania faszyzmu przebiegał tak samo. Wtedy roznosicielem pasożytów i zarazków byli Żydzi. Dla nas to są imigranci. Autorytarna władza musi stworzyć zagrożenie, poczucie lęku i wskazać tego złego, obcego, plemiennie innego niż my. I oni to zrobili. A po drugie, musi powiedzieć „wstawajcie z kolan”. Hitler dokładnie to samo powiedział Niemcom. Społeczeństwo niemieckie po I wojnie światowej czuło się upokorzone Traktatem Wersalskim. Uważali, że to jest zamach na ich narodową godność. IHitler zaoferował im właśnie poczucie godności. Kaczyński robi dokładnie to samo. W dodatku ma ogromny aparat państwowy do wygrania wyborów. Może podwoić stawkę i zrobić 1000+ czy 2000+. Może rozdać pieniądze emerytom. Bo zanim budżet się zawali, to zdążą wygrać kolejne wybory. A co potem? To już nie ich problem. On ma wszystkie instrumenty w ręku żeby nie oddać władzy. I jej nie odda. Bo wie, że jeśli odda, to proces depisyzacji będzie bardzo bolesny i wielu z nich pójdzie do więzienia. Za korupcję, kradzież, łamanie prawa. Oni tej władzy nie oddadzą, bo bardzo dobrze wiedzą o swojej osobistej odpowiedzialności.

I nie ma sposobu na zmobilizowanie społeczeństwa? Co musiałoby się stać? Bo wychodzi na to, że dojdzie do tego dopiero wtedy, gdy ludzie zaczną tracić dobra materialne. Tylko takie zagrożenie na razie nie istnieje.

Jakub Bierzyński: Jest jeszcze gorzej. Ostatnio rozmawiałem z moim kolegą z Węgier. I on mówi, że mechanizm nędzy i stagnacji, który został wywołany przez ekipę Wiktora Orbana, działa na korzyść tej władzy. Bo im ludziom się żyje gorzej, tym ważniejsze jest dla nich państwo jako pracodawca. Samorządy, gminy, urzędy, szkoły, szpitale. Stają się coraz bardziej zależni od aparatu państwa. W interesie Orbana jest stagnacja gospodarcza własnego kraju, bo w ten sposób uzależnia własnych obywateli. Więc nie zgodzę się z tezą, że kryzys gospodarczy może przewrócić rząd PiS. Jeśli Jarosław Kaczyński odrobił lekcję Orbana, a wiemy, że bardzo pilnie się od niego uczy, to jest w stanie i to przetrwać.

A inne dobra? Gdyby UE zagroziła wykluczeniem nas z Unii? Stracilibyśmy nie tylko ogromne wpływy z dotacji, ale też takie przywileje, z których korzystamy na co dzień. Chociażby możliwość swobodnego podróżowania i pracy na terenie państw członkowskich.

Jakub Bierzyński: 51% Polaków jest za wyjściem z UE jeśli pozostanie w niej oznacza akceptację uchodźców w kraju. 51% przeciwko 38%, zdecydowana większość. To nie jest dla nas jakaś wielka wartość. Dopóki nie poznamy ceny. Nie kiedy przestaną się budować drogi i chodniki w gminach, ale gdy zostaną zamknięte granice. Kiedy Polacy pracujący w Niemczech, Holandii będą musieli wrócić, bo przestaną być obywatelami Unii Europejskiej. Miliony wściekłych ludzi, pozbawionych pracy za granicą, wróci do kraju. Wtedy może tak, ale to jest perspektywa lat.

To oznacza w takim razie, że ludzie mają racje nie robiąc teraz nic. Bo nic nie da się zrobić.

Jakub Bierzyński: Jedyne co możemy zrobi, to spróbować przekonać każdy jedną osobę. Jeśli jest tak, co pokazują sondaże, że demokratów w tym kraju jest 1/3, 1/3 popiera reżim, a 1/3 jest totalnie obojętna i ma to wszystko gdzieś, to jeśli każdy przekona jedną osobą, to PiS zniknie. Nie będzie miał żadnego poparcia. Ono wyparuje. To metoda Gandhiego. Małych kroków i długiej walki. Bo czekają nas lata. Lata walki o demokrację. To nie jest nawet perspektywa kolejnych wyborów, tylko jeszcze następnych albo i kolejnych. Tylko to możemy robić, próbować tłumaczyć ludziom wokół nas, że ponoszą odpowiedzialność za to, co się w tym kraju dzieje. I że biletu powrotnego nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *