Zamach Lipcowy. Jedni płaczą, drudzy zacierają ręce. Ale najgorsi są trzeci – ci, którzy piją spokojnie kawę i nie robią nic.

Weszłam na stację benzynową, jak co dzień rano po rozpoczęciu pracy – zestaw kawa i opiekana kanapka.
- Niestety, dziś zepsuł nam się opiekacz – poinformował z przepraszającym wyrazem twarzy Pan Krzysiu. Pan Krzysiu ma koło 30 lat, okrągłe okulary i nieodstępujący go ani na krok niewybredny humor, którym nie raz poprawiał mi z rana nastrój.
- Może to i lepiej – odpowiadam, myśląc o tym, że przecież od dziś miałam nie jeść pieczywa. Patrzę na zegarek. Piętnaście po 10.
- Wie Pani, tu obok otwierają fajny bar o 11, dobre śniadania mają.
- Może następnym razem…za 3 godziny muszę być w Piaskach Szlacheckich, to za Lublinem, 3 trupy.
- Ciepłe?
- Ciepłe.
- Ale przynajmniej w tym sejmie Pani nie musi siedzieć. Co tam Pani zrobi, powie przez mikrofon, że jest źle i co? I tak nic nie zrobimy, szkoda czasu..

Takie reakcje są na porządku dziennym. Ludzie przestali wierzyć, że cokolwiek mogą zrobić. Dopóki maja co włożyć do garnka, mają pracę, jako tako im się powodzi, nie widzą też specjalnej potrzeby. Nie widzą i widzieć nie będą. Aż będzie za późno.

Jest w tym dużo naszej winy. Naszej – mediów, dziennikarzy. I polityków. Od półtora roku, odkąd Prezydent Andrzej Duda odmówił zaprzysiężenia trzech sędziów wybranych w poprzedniej kadencji przez większość PO-PSL, opozycja krzyczy. I ten pierwszy krzyk był dobrze słyszalny. Gdy pierwszy raz podniesiono larum o zamachu na Konstytucję, zamachu na trójpodział władzy, to poruszyło społeczeństwo. Ale po sędziach i nieopublikowaniu wyroku TK z 9 marca 2016 r przyszły kolejne ustawy uwłaszczające Trybunał. Nikt już chyba nie wie ile ich było, nawet w sejmie zaczęli się już w tym gubić. I opozycja znów krzyczała o zamachu na niezależność sądów. Ale ten pierwszy krzyk był tak głośny, że zabrakło już skali na kolejne. Bo kto mógł przypuszczać, że będzie ich potrzebnych aż tyle. Przywykliśmy do wygłaszanego co trzy dni lamentu opozycji. Ten płacz zlał się nam już z odgłosami pralki i ekspresu do kawy. Większość osób słysząc zapowiedź materiału o zmianach w sądownictwie, zwyczajnie wyłącza telewizor. Bo ile można. Szczególnie, że argumenty są cały czas takie same.

Obecny projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, wraz z uchwalonymi ostatnio ustawami o KRS i sądach powszechnych, jest chyba ostatnim etapem rozmontowywania niezależnego sądownictwa w Polsce. Ciężko jest sobie wyobrazić, że można zawłaszczyć i upartyjnić jeszcze bardziej wymiar sprawiedliwości. Chociaż przyznaje, że taki krok również wykraczał poza moją, bujną skądinąd, wyobraźnię. A jednak. Tylko już nas to nie interesuje.

Podczas gdy większość ludzi spokojnie chodzi do pracy, odbiera dzieci ze szkoły i pije kawę – władza zabiera nam prawo i sprawiedliwość. Plasterek po plasterku. Taktyka salami. Bardzo mądrze przemyślane. Przesuwać centymetr po centymetrze granice tolerancji. A gdy się w końcu obudzisz, dookoła będzie Korea Północna.

Opozycja nie odpuści. Będą próbowali zablokować głosowania, mównicę, Salę Kolumnową, przykuć się łańcuchami wokół Sejmu i co tam jeszcze przyjdzie im do głowy. Bo determinacja i desperacja jest ogromna. Tylko że żaden, nawet najbardziej spektakularny opozycyjno-medialny cyrk nie zdziała nic bez tłumów za sobą.

A wydaje się, że jedyną rzeczą, która mogłaby wyrwać nas, nas społeczeństwo obywatelskie – z letargu, jest zagrożenie. Realne zagrożenie. Realny strach, nie przed uwłaszczeniem sądownictwa przez jedną partię, bo to dla większości nic nie znaczy, ale strach przed utratą dobrobytu. A takim jest niewątpliwie członkostwo Polski w Unii Europejskiej. I takie ultimatum, postawione przez unijnych oficjeli, bardzo szybko i bardzo stanowczo powinno zawisnąć nad naszymi głowami.

Tak. Właśnie to robię –zdradzam kraj. Spodziewam się, że tak powie wiele osób. Ale zdradzam kraj dla dobra kraju. Bo chcę, żeby moje dziecko żyło w wolnym państwie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *